Fotorelacja z wyjazdu do Maroka w góry Djebel Siroua.
Pomysł grudniowego przedświątecznego wyjazdu zrodził się parę miesięcy wcześniej. Jednak z powodu zapowiadanych mrozów tydzień przed urlopem zmieniliśmy plany wyjazdu z Bułgarii na cieplejsze Maroko. Na parudniowy trekking wybrałem położony stosunkowo blisko Agadiru masyw Dżebel Sirua (Jebel Siroua). Będące częścią Antyatlasu góry Dżebel Sirua okazały się bardzo ciekawe krajobrazowo i geologicznie. Oprócz trekingu w górach, zwiedziliśmy również miasteczko Tarudant oraz spędziliśmy dzień nad brzegiem Oceanu Atlantyckiego. Cały wyjazd trwał tydzień. Do Maroka dostaliśmy się czarterowym samolotem LOTu . Na miejscu poruszaliśmy się lokalnymi autobusami.
-
Z Warszawy wylatywaliśmy wcześnie rano. Wschód słońca nad Europą środkową.
-
Morze chmur nad Europą.
-
Mijamy Alpy wynurzające się z chmur.
-
Łańcuch Atlasu Wysokiego. Jest połowa grudnia i wyższe szczyty pokryte są świeżym śniegiem. Z prawej masyw Dżabal Tubkal (4165 m) najwyższego szczytu Atlasu.
-
Pod nami zachodnia część Atlasu Wysokiego. Dolatujemy do Agadiru.
-
Po przylocie do Agadiru przejechaliśmy autobusem do miejscowości Taliouine (Taliwin). Przespaliśmy się w małym hoteliku i rano wynajętym autem przejechaliśmy do małej wioski Aghegoumi skąd rozpoczęliśmy nasz trekking.
-
Karina.
-
Paweł.
-
Te surowe okolice słyną z uprawy szafranu (Crocus sativus). Z wysuszonych znamion kwiatów pozyskuje się najdroższą przyprawę na świecie – szafran. Dla otrzymania 1 kg tej przyprawy potrzebne jest 150 tysięcy kwiatów.
-
Rachityczne trawki są wyjadane przez wszędobylskie kozy.
-
Środkowa, najwyższa część masywu Jebel Siroua to wygasłe wulkany z okresu neogenu. Południowa część przez którą idziemy zbudowana jest z przekambryjskich skał wylewnych i osadowych.
-
Z lewej widoczny jest najwyższy szczyt masywu Siroua (3304 m).
-
Dochodzimy do wsi Loukarene. W każdej wsi można dostać wodę. My korzystamy z wiejskiej studni położonej na stoku ponad miejscowością.
-
Meczet w wiosce Loukarne.
-
Każde płaskie miejsce z odrobiną gleby wykorzystywane jest pod uprawę. Po bokach wąwozu przebiegają złożone systemy irygacyjne nawadniające każde małe poletko. Po prawej widać małą uprawę trzciny cukrowej (Saccharum officinarum).
-
Mijamy wioskę i idziemy ścieżką wzdłuż strumienia.
-
Agama impalearis. Na policzkach widać resztki jaskrawego ubarwienia godowego.
-
Opuncja figowa (Opuntia ficus-indica) pochodzi z Meksyku. Jest uprawiana w wielu krajach w tym w Maroku dla swoich słodkich owoców.
-
Pojawiają się fantazyjnie wyerodowane formacje ciemnoczerwonego zlepieńca.
-
Ponad nami charakterystyczne słupy bazaltowe powstałe w wyniku pękania zastygającej lawy wulkanicznej.
-
Wędrujemy ścieżką łączącą dwie wsie.
-
Za nami wioska Loukarne.
-
–
-
Przed nami wioska Tislit.
-
Potok wyerodował w zlepieńcach głęboki malowniczy kanion.
-
Biwakujemy przy „mikro oazie”.
-
Palma daktylowa (Phoenix dactylifera) jest jednym z najstarszych drzew uprawianych przez człowieka – nie występuje już w stanie dzikim. Ten „zdziczały” egzemplarz rośnie niedaleko wsi.
-
Kolejnego dnia dochodzimy do wioski Tislit, gdzie zostajemy zaproszeni przez mieszkańców na poczęstunek i herbatę tzw. „berberyjską whiskey”. Ze względu na nakazy religii (islam) nie piją oni alkoholu, za to pochłaniają olbrzymie ilości mocnej i słodkiej herbaty doprawionej świeżymi liśćmi mięty.
-
Góry Atlasu zamieszkują Berberowie z grupy etnicznej Cheluch. Pomimo nazwy Berberów wywodzącej się od słowa „barbarzyńca” są ludźmi bardzo gościnnymi i przyjaznymi. Sami nazywają siebie Imazighen czyli „ludzie wolni”. Stanowią mniejszość narodową Maroka (25% ludności). Na wieść o naszym przybyciu zebrała się grupa mieszkańców proponujących nam kupno ręcznie tkanych dywanów, jednak ze względu na ich ciężar nie skusiliśmy się na żaden.
-
Syn gospodarza, który nas gościł zaproponował nam, że poprowadzi nas w stronę następnej wioski. Jak widać na zdjęciu oznaki bliskiej przyjaźni pomiędzy dwoma mężczyznami są ogólnie przyjęte i akceptowane w tej kulturze:).
-
Pomiędzy domami rosną opuncje figowe (Opuntia ficus-indica) z dojrzałymi owocami.
-
Berberyjskie wioski często zakładane są na skałach oszczędzając w ten sposób płaskie miejsca nadające się pod uprawę. Pełnią jednocześnie funkcje obronne.
-
Zaraz za wioską znajduje się malownicza dolina (kanion) Tislit.
-
Skalne „baszty i zamki” zostały wyerodowane w czerwonym zlepieńcu.
-
Po bokach kanionu poprowadzone są kanały doprowadzające wodę do małych poletek.
-
Pod uprawę wykorzystuje się dosłownie każdy skrawek gruntu. Po prawej widać kępę lubiącej wilgoć trzciny cukrowej rosnącej przy kanale nawadniającym.
-
Kanały nawadniające są teraz budowane z betonu, wcześniej korzystano z naturalnych surowców.
-
Wychodzimy z kanionu.
-
–
-
–
-
Idziemy wzdłuż potoku i mijamy kolejną wieś Tarslt, gdzie dolina zakręca na południe przebijając się przez nachyloną ławicę kwarcytu. Mylimy przy tym trochę drogę i musimy się wrócić na drugą stronę potoku.
-
Urginia morska (Drimia maritima) jak widać rośnie nie tylko nad morzem. W krajach islamskich jest ona sadzona na grobach i nosi nazwę cebuli cmentarnej.
-
Rośliny chronią się przed zjadaniem przez zwierzęta długimi kolcami.
-
Można też znaleźć spokrewnioną z palmą daktylową karłatkę niską (Chamaerops humilis).
-
Ścieżka do następnej wioski omija górą małe poletka żyznej ziemi.
-
Za następną wioską wchodzimy w rejon występowania dolomitów. W podatnym na erozję dolomicie wytworzyły się tu liczne niewielkie jaskinie.
-
Jaskinie od stuleci są wykorzystywane przez pasterzy jako naturalne zagrody dla owiec. Są też „pokoje” mieszkalne.
-
Wewnątrz jaskini wydzielone są kamiennymi murkami „koszory” dla owiec.
-
Niesamowite kształty wyerodowanej przez wodę dolomitowej skały.
-
Jaskiń jest na tym obszarze więcej.
-
Kolejna jaskinia wykorzystywana przez pasterzy.
-
Wychodzimy na rozległy surowy półpustynny płaskowyż i idziemy w kierunku szosy Taliouine-Taznakht.
-
W wulkanicznych skałach na granicy płaskowyżu można znaleźć takie zmineralizowane żyły. Maroko jest świetnym miejscem dla zbieraczy minerałów.
-
Rosną tu bardzo „wyspecjalizowane” gatunki broniące się przed objadaniem przez zwierzęta jak np. ta roślina z rodziny Atractylis spokrewniona z naszymi dziewięćsiłami.
-
–
-
Z uwagi na silny wiatr rozbijamy namiot pod skarpą suchego wadi (okresowej rzeki). Miejsce na namiot jest bardzo dobre chociaż wymaga całonocnej uwagi czy nie zaczyna się ulewa która mogła by nas podtopić.
-
Charakterystyczny dla gór Atlasu jest widok warstw i ławic skalnego podłoża przebijających się przez cienką warstwę gleby. Przyroda tworzy fantastyczne malowidła na zboczach gór.
-
Idziemy wzdłuż wyschniętego strumienia kierując się w stronę szosy do której docieramy w strugach deszczu i silnym wietrze. Po około godzinie oczekiwania „łapiemy” autobus do Taroudant.
-
W Taroudant (Tarudant) wynajmujemy mały pokoik w przyjemnym i tanim hoteliku w centrum miasta.
-
W ogrodach rosną figowce (Ficus carica) jedne z najdawniej hodowanych roślin.
-
Zwiedzamy malowniczą medynę (stare miasto) podziwiając mieszkańców ubranych w tradycyjne dżelaby.
-
Tarudant słynie z murów obronnych okalających miasto – najlepiej zachowanych w Maroku. Pochodzą głównie z XVI wieku. W murach znajduje się siedem bram prowadzących do miasta.
-
Brama Bab Lahier w północno wschodniej części miasta.
-
Nie wszędzie mury zachowały się w dobrym stanie. Materiał z którego są zbudowane czyli glina ubijana (pise) nie jest odporna na deszcz.
-
To co najlepsze w zwiedzaniu miast :). Leniwie popijając herbatę na placu Assarage można obserwować takie atrakcje jak chociażby zaklinaczy węży.
-
Kolejnym naszym celem było położone na północ od Agadiru Taghazout. To ulubione miejsce surferów ze względu na duże fale. Nie zniechęcała ich nawet taka deszczowa i zimna pogoda.
-
Pogoda nie sprzyjała i zostało nam tylko powłóczyć się po wybrzeżu z psem towarzyszem.
-
Po tygodniu „wypoczynku” czas wracać. Lotnisko Al Massira koło Agadiru.
Disqus Comments