Fotorelacja z wyprawy alpinistycznej na Kaukaz – w rejon doliny Adył Su.
Wyprawa na Kaukaz w 2003 roku była dla mnie drugim spotkaniem z tymi górami, dla mojego brata Tomka był to już trzeci wyjazd w Kaukaz. Razem z nami pojechała jeszcze trójka znajomych z którymi działaliśmy w przez pierwszą część wyjazdu. Potem jeszcze dwukrotnie „zmienialiśmy” ekipę z którą się wspinaliśmy. W góry dotarliśmy pociągiem z Brześcia do Prochładnego skąd wynajętym samochodem dojechaliśmy do doliny Adyl Su (Адылсу) w Kabardyno-Bałkarii. Po drodze w Nalcziku musieliśmy jeszcze załatwić pozwolenia na przebywanie w strefie przygranicznej i „rejestrację”. Wyjazd okazał się bardzo owocny w przejścia „klasykami” doliny Adył Su (drogi o trudnościach 2A-4A w skali rosyjskiej). Wspinaczki były bardzo urozmaicone bo udało nam się przejść zarówno drogi czysto skalne (Czegetkara), mikstowe (Ullukara, Pik Germagenowa) jak i prawie czysto lodowe (Uszba). Dwa razy podchodziliśmy pod Lodospad Uszbijski. Za drugim razem osiągnęliśmy w końcu Uszbijskie Plato i zdobyliśmy piękny szczyt Uszby Północnej (4694). Nie udało nam się za to wejść na szczyt Donguz Orun, choć przy okazji odwiedziliśmy malowniczą dolinę Jusengi. Uszba była ukoronowaniem i końcem naszej wspinaczkowej działalności na Kaukazie. Wyjazd trwał łącznie półtorej miesiąca a kosztował nas około 1 tyś złotych na osobę! (ach gdzie te czasy :)).
-
Podczas tego wyjazdu większość czasu spędziliśmy w dolinie Adył Su. Na zdjęciu na pierwszym planie szczyty Czegetkara (3667) i Pik Germagenowa (3993), z tyłu wyłania się Dżantugan (3991) a z lewej Czegettau (4102) i Trapecia (3740).
-
Naszą „bazę” urządziliśmy na polanie Koszej obok byłego alpłagieru „Dżantugan”. Obok przepływa rzeka Adył Su która tego roku wyglądała szczególnie groźnie.
-
Działalność górską zaczęliśmy od „przywitania” się z lodowcem. Ponieważ dla znajomych z „grupy skarżyskiej” było to pierwsze zetknięcie się z lodowcem musieliśmy urządzić krótkie szkolenie w poruszaniu się po stromym lodzie i asekuracji lotnej.
-
Tradycyjnie już na szkółkę lodowcową wybraliśmy się na lodowiec Kaszka Tasz.
-
Pierwszym szczytem na który chcieliśmy wyjść była Czegetkara w związku z czym podeszliśmy na biwak przy Turich Ozierach. Biwak okazał się bardzo widokowy. Widok na Elbrus (5642) „przez” dolinę Adył Su.
-
Widok na drugą stronę doliny z lewej Andyrczi (3913) a z prawej Kurmyczi (4050).
-
Czegetakara (3667) z lewej i Pik Germagenowa (3993) z prawej.
-
Rano podchodzimy przez lodowiec na przełęcz pomiedzy Czegetkarą i Pikiem Germagenowa.
-
Kopuła szczytowa Czegetkary i pd. żebro którym prowadzi droga o trudnościach 2B w skali rosyjskiej.
-
Widok na wschód – Dżantugan (3991) i Baszkara (4241) w chmurach.
-
Skała jest wyjątkowo lita jak na ten rejon choć i tak kamienie latają od czasu do czasu.
-
W chmurach na szczycie Czegetkary.
-
Zjazdy na przełęcz.
-
Po zejściu na polanę Koszej spotkalismy się z Maćkiem i Mateuszem którzy od tygodnia działali już w dolinie Adyr Su. Grupa „skarżyska” z którą weszliśmy na Czegetkarę odłączyła się i samodzielnie „działała” w dolinie i na Elbrusie.
-
Pierwszym wspólnym celem (moim, Tomka, Maćka i Mateusza) miał być Pik Germagenowa (3993)(Na zdjęciu). Przeszliśmy w tym celu w górę doliny lodowca Kaszka Tasz.
-
Górna część lodowca Kaszka Tasz. W centrum Pik Wolnej Ispanii (4200) a z prawej Bżeduch (4270).
-
Rozłożyliśmy się na biwaku przy Ryżych Skałach. Z tyłu widoczna północna grań (3A) którą wychodziliśmy na Pik Germagenowa.
-
Na grani – przed nami kluczowy odcinek drogi kopuła szczytowa z dwoma żebrami północnej grani. Poza trudną 30 metrową mikstową ścianką musieliśmy torować drogę bez asekuracji w stromym mokrym śniegu po pas.
-
Majestatyczny Elbrus widać prawie z każdej góry w dolinie Adył Su.
-
Grupa Donguz Oruna (4468).
-
Czegetkara z widocznym pd. żebrem i drogą 2B.
-
Chwila odpoczynku przed wyjściem na zachodnią grań.
-
Zachodnia grań Piku Germagenowa pod żandarmem tzw „Palcem”.
-
Widok na południową stronę grani na Ułłukarę (4302).
-
Pik Wolnej Ispanii (4200) i Bżeduch (4270) kryjące się w chmurach.
-
Widok na dolinę Adył-Su przez naszą drogę północną granią.
-
Do szczytu pozostał jeszcze tylko kawałek przyjemnej eksponowanej grani.
-
Ostatnie metry przed szczytem.
-
Ze szczytu wróciliśmy zjazdami zachodnią granią i trawersem przez wiszący lodowiec do podstawy dwóch żeber północnej grani.
-
Lodospad na lodowcu Kaszka Tasz wyglądał z tej perspektywy groźnie!
-
Wielkie suszenie sprzętu na biwaku przy Ryżych Skałach.
-
Kolejnego dnia przeszliśmy przez lodospad na wyższe piętro lodowca Kaszka Tasz z zamiarem wyjścia na Ułłukarę (4302).
-
Biwak pod Pikiem Wolnej Ispanii.
-
„Tradycyjny” już widok na Elbrus.
-
Na Ułłukarę wychodziliśmy zachodnim filarem z przełęczy Kaszka Tasz (3A). W dużej części drogę przechodziło się stromymi polami śnieżnymi lawirując wśród skałek.
-
Wspaniałe widoki na grupę Uszby. Z lewej Czatyn (4368), w srodku Uszba Pn. (4694) i Pik Szczurowskiego (4259) z prawej.
-
Kluczowy odcinek drogi -zacięcie wyprowadzające na śnieżne pola szczytowe.
-
Na ostatnich skałkach przed szczytem za mną tzw. „tur”(kopczyk kamienny) gdzie zostawia się informacje o wejściu na szczyt lub przełęcz tzw. „zapiski”.
-
Sam szczyt był nieco dalej i miał formę olbrzymiego śnieżnego nawisu.
-
Zjazdy okazały się bardziej męczące od wejścia i trwały dłużej, głównie przez kruchość terenu w przez który prowadziły.
-
Po krótkim odpoczynku w bazie wyruszyliśmy do doliny Szcheldy z zamiarem wejścia na Uszbę Północną. Na zdjęciu dolina Szcheldy i szczyt Szchelda (4320).
-
Przy zakręcie doliny widok na Pik Sczurowskiego (4259) (w centrum), Uszbijski Lodospad (na prawo od niego) i ściana Szeldy po prawej.
-
Po całym dniu wyczerpującego marszu dotarliśmy do Niemieckich Nocziwek pod Uszbijskim Lodospadem. Wcześnie rano zebraliśmy się by przejść lodospad przed tym jak ogrzeje go słońce i zaczną się sypać seraki.
-
Przeszliśmy jedną trzecią lodospadu ale z powodu coraz bardziej psującej się pogody postanowiliśmy się wrócić na Niemieckie Nocziwki.
-
Na „nocziwkach” stał kiedyś drewniany schron ale do dziś zostało z niego niewiele.
-
Szczyt Sczurowskiego (4259).
-
Smutne miny! Postanowiliśmy nie czekać na poprawę pogody i wracać do „bazy”. Dla chłopaków była to już druga próba wejścia na Uszbę – dwa lata wcześniej doszli do końca „noża” na północnej grani skąd musieli zjeżdzać ze względu na późną porę.
-
Pogoda na kaukazie w tym sezonie nie była najlepsza. Na zdjęciu lodowiec Szchelda.
-
Na osłodę po nieudanej próbie wejścia na Uszbę wybraliśmy sobie chyba nie wiele mniej ambitny cel – Donguzorun (4468). W tym celu wyruszyliśmy do doliny Jusengi skąd chcieliśmy wejść wschodnią granią na Donguz i ewentualnie zrobić trawers wszystkich trzech wierzchołków z zejściem na zachód.
-
Dolina Jusengi okazała się bardzo urokliwa i cicha w porównaniu do popularnej doliny Adył Su. Minęliśmy jedynie chwilowo opustoszały posterunek pograniczników.
-
Za posterunkiem pograniczników przekroczyliśmy szerokie rozlewiska Jusengi i skierowaliśmy się w stronę lodowca Wschodni Donguzorun.
-
Widok na grupę Jusengi (3414). W centrum słynna przełęcz Beczo. W roku 1942 przez tą przełęcz przebiegała droga ewakuacji ludności z północnej strony Kaukazu zajmowanej przez wojska niemieckie. Przy pomocy znanych przedwojennych radzieckich alpinistów przez przełęcz przeprowadzano kobiety, dzieci a nawet przeniesiono strategiczne zapasy rud wolframu z kopalni obok Tyrnauz.
-
Malutkie jeziorko na lewej morenie lodowca Wschodni Donguzorun wykorzystaliśmy do „ekstremalnych przeżyć termicznych”
-
Niestety pogoda znowu się zepsuła i cały następny dzień przeżyliśmy ściśnięci w małym namiocie nie wychylając właściwie z niego nosa. Za to dwa dni później poranek powitał nas nieskazitelnym widokiem na Donguzorun. My jednak Musieliśmy wracać z powodu braku czasu – Maciek i Mateusz mieli za parę dni pociąg i nie zdążylibyśmy przejść Donguza! Za to w drodze powrotnej zostaliśmy regulaminowo „powitani” przez pograniczników którzy uznali nas za kontrabandzistów. Na szczęście wszystko dobrze się skończyło i jeszcze tego samego dnia byliśmy z powrotem w Adył Su.
-
Po pożegnaniu się z chłopakami wracającymi do polski, poszliśmy z Tomkiem do końca doliny na „zieloną gostinnicę”(zielony hotel) z zamiarem wyjścia na Dżantugan na który nie udało mi się wejść podczas wyjazdu w 2000 r.
-
Dzantugan (3991) i Baszkara (4241) z prawej.
-
Chcieliśmy wejść na Dzantugana północno-zachodnią granią (3A) ale wszyscy spotkani Rosjanie odradzali ją w tym roku więc wybraliśmy klasyczną drogę wschodnią granią (2A) przez przełęcz Dżantugan Zachodnia.
-
Na Dżantugańskim Plato, widok na pn. ścianę masywu Gadył (4120) – Baszkara (4241).
-
Ostatnie metry przed szczytem. Z tyłu, na lodowcu, widoczna olbrzymia lawina kamienna powstała w poprzednim roku po upadku tzw. „skał Aristowa”.
-
Tomek na szczycie. Za nim Ułłukara (4320).
-
Widok na dolinę Adył Su.
-
Widok na północny wschód. Na pierwszym planie Trapecja (3740) i WIAtau (3820) z lewej. Z tyłu Tjutiubaszi (4460) i Dzajłyk (4533).
-
Zjazd kuluarem.
-
Po zejściu przez lodospad z przełęczy Dżantugan Zachodnia.
-
„Impresje dżantugańskie”. Czyli wiele zastosowań okularów przeciwsłonecznych. Jako filtr…
-
… i jako lusterko 🙂
-
Po powrocie w dół doliny spotkaliśmy znajomego Ukraińca Ihora Karabina który przyjechał tu z grupą chcącą wyjść na Elbrus. Na razie trenowali i aklimatyzowali się w rejonie lodowca Kaszka Tasz. Razem z Ukraińcami przyjechało do doliny dwóch Czechów Martin i Peter. Zgadaliśmy się z Czechami i postanowiliśmy że razem spróbujemy jeszcze raz wejść na Uszbę.
-
W oczekiwaniu na Czechów którzy chcieli jeszcze zaaklimatyzować się na jakimś prostym szczycie w końcu doliny odpoczywamy z Tomkiem na Szachtiorskich Stajankach pod Kaszka Taszem.
-
A z biwaku widać o dziwo… Elbrus :).
-
W końcu ruszamy ponownie do doliny Szcheldy i po siedmiu godzinach marszu docieramy pod Uszbijski Lodosad.
-
Mgły rozwiewają się nad Uszbijskim Lodospadem. Oswietlony porannym słońcem szczyt Uszby Północnej (4694).
-
Jest już koniec sierpnia i lodospad jest już mocno podtajały – pootwierało się dużo nowych szczelin od czasu naszej pierwszej próby.
-
Przed jedną ze szczelin spotykamy dwóch Austriaków którzy nie mogą sobie poradzić z jej przejściem. Ustępują nam miejsca i za chwile po zrzuconej przez Czechów poręczówce wszyscy jesteśmy po drugiej stronie szczeliny.
-
Zbliżamy się do Uszbijskiego Plato (ok. 4000 m) i słońce zaczyna już mocno operować na lodospadzie.
-
„krok za krokiem, krok za kroczkiem…”
-
Przed nami tzw.„poduszka” przez którą wiedzie klasyczna droga na Uszbę.
-
Rozbijamy namiot na plato pod „poduszką”.
-
Polsko-Czesko-Austriacki obóz na granicy Rosyjsko-Gruzińskiej.
-
Klasyczne kaukaskie ujęcie – Szchelda i Elbrus z Uszbijskiego Plato.
-
Następnego dnia nie czuje się najlepiej i zostaje w namiocie. Chłopaki wychodzą na wystający ponad plato ze wschodniej strony Czatyn (4310).
-
Widok z Czatyna na Uszbę Północną (4693). Widać tzw. „nóż” którym prowadzi droga klasyczna (4A). Poniżej szczyt Małej Uszby (4200).
-
Zejście z Czatyna. W dole pod dużą szczeliną widoczne nasze namioty.
-
W namiocie umilamy sobie czas grami w „pamięć”.
-
Kolejnego dnia ja i Czesi ruszamy na Uszbę drogą klasyczną północną granią. Na zdjęciu przechodzimy tzw „skały nastienki”…
-
…na tzw. „nożu” trafiamy na bardzo dobre warunki – twardy śnieg (firn) w którym łatwo wybijać stopnie i przechodzimy go częściowo z lotną asekuracją.
-
Na grani trzeba uważać na nawisy.
-
Dzięki dobrym warunkom śniegowym udało nam się wejść na szczyt w 3,5 godziny!
-
„Klarujemy” liny do zejścia.
-
Widok na południowy szczyt Uszby (4710).
-
Donguz Orun i Elbrus.
-
Zjazdy trwają dłużej niż wejście chociaż używamy tzw. śruby samowykręcającej nazywanej przez rosjan „wiertalot”(śmigłowiec).
-
Po 8 godzinach od wyjścia jesteśmy z powrotem na plato.
-
Kolejny bezchmurny poranek . Koniec sierpnia w tym sezonie był bardzo pogodny.
-
Uszba.
-
Tego poranka zwijamy namiot i schodzimy z Uszbinskiego Plato.
-
„Dziarsko” ruszyliśmy w Uszbiński lodospad.
-
Zejście Uszbinskim Lodospadem nie jest ani łatwe ani bezpieczne. Sporo czasu zajmują nam zjazdy z seraków.
-
Spieszymy się zanim słońce oprze się na lodospadzie co grozi lawinami.
-
Szcześliwi i bezpieczni na lodowcu Szheldy.
-
Dwa dni później po ponownym spotkaniu z Ukraińcami i odbyciu tradycyjnej „internacjonalistycznej” imprezy pożegnalnej w alpłagierze „Elbrus” wracamy do Piatigorska wynajętym autobusem marki PAZ. W połowie drogi zostajemy zatrzymani przez milicję prowadzącą w okolicy „operację kontrterrorystyczną”. Dochodzące z niedalekiej wioski serie z automatu przyprawiły nas o szybsze bicie serca, ale największym problemem okazał się stan techniczny autobusu którym jechaliśmy. Funkcjonariusze chcący popisać się przed przebywającym na posterunku szefem Milicji republiki Kabardyno – Bałkarii zarekwirowali dowód rejestracyjny rozsypującego się PAZika. Na szczęście po dłuższych negocjacjach załatwili nam inny transport i na czas dotarliśmy na pociąg do Piatigorska.
-
Razem z ukraińską grupą zajęliśmy praktycznie cały wagon „płackartny” do Kijowa.
-
Wspólne zdjęcie pożegnalne na dworcu w Kijowie.
Disqus Comments