Fotorelacja w wyprawy w góry Tawan Bogd uul w Ałtaju Mongolskim.
Wyjazd w góry Tawan Bogd chodził mi po głowie od ładnych paru lat. W roku 2002 próbowaliśmy się tam dostać od strony rosyjskiej ale na przeszkodzie stanęły trudności z uzyskaniem pozwolenia na przebywanie w strefie przygranicznej. Kiedy w 2005 roku zabierałem się za organizację wyprawy okazało się że właśnie otwarto dla obcokrajowców przejście graniczne Rosja-Mongolia w Taszancie. Znacznie ułatwiło to nam dostanie się w te wówczas rzadko odwiedzane góry. Przez Rosję przejechaliśmy pociągami z Brześcia do Nowosybirska (odcinek z Moskwy – Kolej Transsyberyjska). Do granicy Mongolskiej dostaliśmy się słynnym „Czujskim Traktem” biegnącym z Nowosybirska przez góry Ałtaj. Z miasteczka Olgij dojechaliśmy do Parku Narodowego Ałtaj-Tawanbogd. W górach Tawan Bogd spędziliśmy prawie 1,5 tygodnia. Niestety z powodu złej pogody nie udało nam się stanąć na najwyższym szczycie Ałtaju Mongolskiego – Chüjten orgil (4374 m). W drodze powrotnej poznaliśmy również inne ciekawostki ajmaku bajanolgijskiego (petroglify, kurhany).
W miesięcznym wyjeździe uczestniczyło 9 osób.
Zdjęcia są autorstwa Pawła Miskiewicza, Roberta Skoczylasa i Radosława Ślusarczyka.
-
Wyjazd tradycyjnie rozpoczął się w Brześciu Białoruskim.
-
Wcześniej kupiliśmy bilety do Nowosybirska z przesiadką w Moskwie.
-
Parę godzin postoju w Moskwie wykorzystaliśmy na przejazd z dworca Białoruskiego na dworzec Kazański i zwiedzanie okolic placu Czerwonego.
-
Baszta Spasska z bramą wjazdową na Kreml od strony placu Czerwonego.
-
Cerkiew Wasyla Błogosławionego na Placu Czerwonym obok Kremla.
-
Mauzoleum Lenina, niestety zamknięte.
-
Milicjanci przed GUM-em (Glawnyj Uniwermag – pradziadek galerii handlowych).
-
Grób Nieznanego Żołnierza pod murami Kremla.
-
Lenin, Marks i Car Mikołaj II czekają na turystów.
-
Pomnik Gieorgija Konstantinowicza Żukowa.
-
W drodze … w wagonie „płackartnym” (3 klasa) bywa duszno ze względu na brak klimatyzacji.
-
Składy rosyjskich pociągów dalekobieżnych są standardowo bardzo długie.
-
Za oknem krajobraz raczej monotonny, jedynie przejazdy przez rzeki bywają ciekawsze. Na zdjęciu za niestety brudną szybą Wołga.
-
Atrakcją w monotonnym krajobrazie jest także przejazd przez Ural.
-
Upały były nieznośne, kiedy wysiadaliśmy w środku nocy na dworcu w Nowosybirsku temperatura dochodziła do 25°C.
-
Następny dzień odsypialiśmy w busiku do Gornoałtajska.
-
Na dworcu w Gornoałtajsku szukaliśmy transportu do Kosz-Agacza.
-
Ceny taksówkarzy za przejazd do Kosz-Agacza były dosyć wysokie. Na szczęście zaczepił nas właściciel dostawczej „Gazeli” jadący do rodziny mieszkającej w Kosz-Agaczu. Dogadaliśmy się z nim na przejazd za bardzo umiarkowaną cenę.
-
Droga federalna M52 „Czujski Trakt” jest jedną z najładniejszych tras Rosji. Na zdjęciu rzeka Katuń.
-
Wapienne przedgórza Ałtaju.
-
Wjazd na przełęcz Czike Taman (1460 m n. p. m).
-
Mijane po drodze kamienne stele obok Inii, ich wiek szacowany jest na VIII-VII w. p.n.e.
-
Widok na „Czujski Trakt” przez pękniętą szybę naszego wehikułu.
-
Do Kosz-Agacza dotarliśmy nocą i zostaliśmy przyjęci na nocleg przez rodzinę naszego kierowcy.
-
Domek w którym nocowaliśmy. W Kosz Agaczu i jego stepowych okolicach większość mieszkańców stanowią Kazachowie.
-
Kosz-Agacz położony jest na tzw. „Czujskim Stepie”. Nazwa miejscowości oznacza po kazachsku „żegnaj drzewo” i jak widać w całym miasteczku prawie nie ma drzew.
-
Przechadzamy się po miasteczku, w trakcie podziwiamy czasem toporne środki transportu.
-
Bezskutecznie szukamy transportu do Mongolii. W końcu decydujemy się jechać do Taszanty, tam na granicy przy terminalu mamy większą szansę złapać „stopa„ do Olgii w Mongolii.
-
Pierwszą nadarzającą się okazją pojechałem z Kingą w kabinie Kamaza wiozącego zboże do Mongolii. Plecaki załadowaliśmy na pakę.
-
Pozostała część ekipy, krótko po naszym odjeździe, złapała wracającego z targu w Kosz-Agaczu kierowcę UAZa jadącego do Olgii.
-
Po mongolskiej stronie granicy znajduje się niewielkie osiedle pracowników przejścia granicznego Ulaan Bashint.
-
W każdej mongolskiej miejscowości typowy jest widok stad drapieżnych ptaków czyhających na mięsne odpadki.
-
Na zdjęciu najprawdopodobniej kania syberyjska (Milvus migrans lineatus ).
-
W osiedlu można skorzystać z paru „jadłodajni” serwujących tradycyjne „bozy” (pierożki z mięsem). Jurty często pełnią podwójną funkcję, mieszkania i jadłodajni.
-
W oczekiwaniu na posiłek.
-
Na granicy zaczyna się szutrowa droga łącząca zachodni kraniec Mongolii ze stolicą Ułan Bator.
-
Typowy widok przy jurtach – anteny satelitarne i ogniwa solarne zasilające małe chińskie telewizory.
-
Bezkresne mongolskie przestrzenie.
-
Padłe w stepie zwierzęta poddawane „recyclingowi” przez drapieżniki.
-
Miasto Olgij jest stolicą ajmaku bajanolgijskiego zamieszkanego głównie przez etnicznych Kazachów.
-
Ekipa (w niepełnym składzie) na głównym placu Olgij.
-
„Wakacje z duchami” czyli nocna impreza w hotelowej knajpce.
-
Muzeum w Olgii zwiedzaliśmy z własnymi latarkami z powodu braku prądu. W środku muzeum na wystawie etnograficznej jurta i wypchany koń.
-
W góry Tawan Bogd mieliśmy jechać z kierowcą który podwoził nas od granicy. Niestety, co typowe w Mongolii, nie znał drogi i miał „małe” kłopoty z samochodem, nie przeszkodziło mu to jednak dowieźć nas na miejsce.
-
Udomowione wielbłądy dwugarbne (Camelus bactrianus).
-
Dolina rzeki Sogog gol.
-
Surowe krajobrazy zachodniej Mongolii to góry i bezkresny step.
-
Przerwa fotograficzno-fizjologiczna 😉
-
Na jednej z przełęczy w końcu zobaczyliśmy majaczący w oddali cel wyprawy – masyw Tawan Bogd.
-
Zbliżenie na masyw gór Tawan Bogd. Według jednej z wersji nazwę masywu tłumaczy się jako „Pięć Świętych Gór”, wg. innej jako „Góry Pięciu Świętych (Bogów)”.
-
Nieco bliżej wznosi się samotny masyw Taldagin-ich-ula (3621 m n.p.m.)
-
Trwają sianokosy, Robert próbuje sił z kazachską kosą nieco dłuższą niż europejskie.
-
Podróżujemy przez region Mongolii wyjątkowo zasobny w wodę.
-
Samotny GAZ 53 🙂
-
UAZ miał niesprawny reduktor i co jakiś czas potrzebował naszej pomocy. W tym czasie nad wszystkim czuwa zatroskany „kierownik” (z mapami przed samochodem).
-
Pod wieczór dojechaliśmy do osiedla Kok-Erik, gdzie znajdował się posterunek straży granicznej i sprawdzono nasze pozwolenia na przebywanie w strefie przygranicznej, które załatwiliśmy jeszcze w Olgii.
-
Trwał właśnie wieczorny udój jaków, mały cielaczek musiał poczekać na swoją kolej.
-
Patrycja też spróbowała, choć wymiona jaków są bardzo twarde i nie jest to łatwe.
-
Na stojaczku z prawej strony zdjęcia suszy się ser i mięso.
-
Wieczorem stanęliśmy na nocleg przy drodze i wcześnie rano ruszyliśmy dalej.
-
Droga była zbyt stroma i UAZ musiał podjechać bez pasażerów.
-
W końcu dojechaliśmy do granicy parku narodowego Ałtaj-Tawanbogd, gdzie urzędował „naczalnik” sprawdzający bilety wstępu do parku. Wynajęliśmy tam dwa wielbłądy i konie które podwiozą nas ostatnie paręnaście kilometrów do lodowca.
-
Drzwi do jurty „naczalnika”.
-
Zagroda na jaki i suszące się na niej „placki” służące za opał.
-
Nasza karawana rusza dalej.
-
„Naczalnik” czyli strażnik parku narodowego jechał razem z nami.
-
Mieliśmy dwa konie na dziewięć osób do jazdy wierzchem, stąd wymienialiśmy się w drodze. Dwa wielbłądy zostały objuczone naszymi bagażami.
-
Przed nami lodowiec Potanina – największy lodowiec Ałtaju.
-
Na przełęczy Antchairchan robimy sobie pamiątkowe zdjęcie z „naczalnikiem” noszącym swój galowy mundur i kazachskim właścicielem wielbłądów.
-
Rozbijamy bazę obok moreny lodowca Potanina.
-
Zasłużony odpoczynek po długiej drodze.
-
Pierwszym celem jest aklimatyzacyjne wejście na Malczyn (4026).
-
Droga na szczyt była prosta i łatwa, nie sprawiła trudności uczestnikom wyprawy.
-
Na szczycie Malczyna (4026 m).
-
Widok na płaskowyż Ukok (Plato Ukok) w Rosji. Ukok to miejsce znalezienia słynnej „ałtajskiej księżniczki”. Należąca do kultury Pazaryk „szlachcianka” sprzed ok. 2500 lat zakonserwowała się w wiecznej zmarzlinie. Jej zachowana do dziś skóra pokryta jest licznymi tatuażami. Wywiezienie „księżniczki” spowodowało protesty wśród miejscowych Ałtajczyków i stało się bezpośrednią przyczyną wpisania Płaskowyżu Ukok na listę światowego dziedzictwa UNESCO jako „Strefa Pokoju” Ukok, gdzie zabronione są prace wykopaliskowe.
-
Paweł i Patrycja na tle lodowca Potanina.
-
Przełęcz Cast-daba i grzbiet Antchairchan. Grzbietem przebiega granica Rosyjsko – Mongolska.
-
Szczyt Malczyn z przełęczy.
-
Strażnik przełęczy!
-
Góry zaskakują surowością i rachityczną roślinnością.
-
Widok na Chujten (4374m n.p.m.), nazywany również Najramdał (Szczyt Przyjaźni), najwyższy szczytu Ałtaju Mongolskiego.
-
Do bazy przy morenie przybyli nowi turyści dla których, ekipa obsługujących ich Mongołów, stawia jurtę.
-
Drewniany stelaż przykrywany jest wojłokiem.
-
Gotowa jurta, zaciszne i przytulne schronienie.
-
Następnym celem naszej grupy jest Chujten, dlatego przechodzimy w górne partie lodowca Potanina, gdzie planujemy rozbić obóz szturmowy.
-
Lodowiec Potanina jest największym lodowcem na Ałtaju, jego długość dochodzi do 19 km, natomiast powierzchnia do 50 km2.
-
W środkowej części lodowca znaleźliśmy takie oto resztki pogiętego metalu, prawdopodobnie pozostałości po jakieś katastrofie lotniczej (śmigłowiec?). Mieliśmy też podejrzenie, czy nie są to szczątki wystrzeliwanych w Kazachstanie z bazy Bajkonur rakiet kosmicznych, których szczątki (np. wykorzystane stopnie i silniki rakiet) często lądowały na Ałtaju, stanowiąc już realny problem ekologiczny ze względu na skażenie paliwem rakietowym.
-
Lodowiec jest słabo uszczelniony.
-
Biwak założyliśmy ponad jeziorkiem utworzonym przez lodowiec przy nunataku wyrastającym w górnej części lodowca Potanina.
-
Przez następny dzień padał śnieg i dopiero po południu wyszło słońce.
-
Świeży śnieg zachęcił do … lepienia bałwana.
-
Widok na południe, z lewej szczyt Chadat chairchan (3884 m n.p.m.), a za nim Birkut chairchan (4068 m n.p.m.)
-
Chujten w chmurach. Widoczna północno-wschodnia grań, szczyt główny jest niewidoczny z tego miejsca i kryje się z tyłu po prawej za rozległą kopułą szczytową niższego wierzchołka widocznego z lodowca Potanina.
-
O świcie wychodzimy z zamiarem wejścia na szczyt Chujtena.
-
Wiatr dmie coraz mocniej.
-
A nad Chujtenem zawisła chmura.
-
Na grani.
-
Wiatr osiąga już siłę huraganu.
-
Granią dochodzimy do lodowej kopuły szczytowej, jednak z powodu wiatru i praktycznie zerowej widoczności nie decydujemy się wchodzić na nią.
-
Z ostatnich skałek na grani pada decyzja o odwrocie, zaczynamy powrót w huraganowy wietrze.
-
Zwijamy obóz i schodzimy na dół lodowcem na którym świeci słońce!
-
Za nami Chujten, cały w chmurach przelewających się z chińskiej strony.
-
Na morenie lodowca Potanina.
-
Przepakowujemy i suszymy rzeczy po lodowcowym biwaku.
-
Pogoda na Ałtaju jest bardzo zmienna, następny dzień jest piękny i słoneczny. Raczymy się widokami na lodowiec Potanina i Chujten (główny szczyt z tej perspektywy jest niewidoczny).
-
Panorama z bazy. Od prawej – Malczyn, lodowiec Potanina [z tyłu Chujten (4374 m n.p.m.)], Chadat chairchan (3884 m n.p.m.), lodowiec Aleksandry, Birkut chairchan (4068 m n.p.m.) i szczyt bez nazwy (3763 m n.p.m.), dolina Cagan-gol.
-
Widok na Śnieżną Cerkiew (4073 m n.p.m.) najpiękniejszy szczyt masywu Tawan bogd. Znajduje się on na końcu lodowca Aleksandry i został zdobyty po raz pierwszy przez polaków w 1967 roku.
-
Po słonecznym dniu, o poranku budzimy się w namiotach przyprószonych śniegiem!
-
Do południa śnieg całkowicie stopniał my zaś opuściliśmy obóz i zeszliśmy w dół doliny do ujścia lodowca Garno.
-
Z tyłu wyłania się szczyt Przyjaźni Polsko-Mongolskiej (Polszyn-Mongol Nairamdal) (3987 m n.p.m.)
-
Z lewej bezimienny szczyt (3763 m n.p.m.), który nazwaliśmy Szczytem Bobaka. Pod nim lodowiec Warszawa a po prawej z tyłu Birkut chairchan (4068 m n.p.m.)
-
Źródła rzeki Cagaan gol wypływającej z czoła lodowca Potanina.
-
Przygotowania przed przejściem przez Cagaan-gol. Po prawej szczyt Przyjaźni Polsko-Mongolskiej (3987 m n.p.m.)
-
Woda z lodowca jest okrutnie zimna, na szczęście jest stosunkowo płytko.
-
Nasza nowa „baza” nad brzegiem Cagaan-gol. Słoneczna pogoda sprzyjała obserwacjom flory i fauny Ałtaju.
-
Niepylak apollo (Parnassius apollo) jest popularnym motylem w górach Azji środkowej.
-
Różeniec górski (Rhodiola rosea L.) nazywany Złotym Korzeniem, jest rośliną leczniczą cenioną przez miejscowych prawie na równi z żeń-szeniem. W lecznictwie wykorzystuje się głównie kłącza do przygotowywania nalewek.
-
Czosnek syberyjski (Allium sibiricum ). Czosnek uprawiany u nas pochodzi właśnie z Azji.
-
Szczekuszka północna (Ochotona alpina) nazywana przez Rosjan ałtajską piszczuchą.
-
Suseł długoogoniasty (Urocitellus undulatus).
-
Pardwa górska (Lagopus muta) znakomicie stapia się z otoczeniem.
-
A poluje na nie wszystkie kania syberyjska (Milvus migrans lineatus ).
-
Oraz … Kania ruda (Milvus milvus).
-
Zaobserwowano również wygrzewającą się samicę człowieka rozumnego (Homo sapiens) ;-0 Za nią lodowiec Garno, a od prawej: Szczyt Bobaka (szczyt bez nazwy 3763 m n.p.m.), Birkut chairchan (4068 m n.p.m.) i szczyt Kowaleskiego (3903 m n.p.m.) na końcu lodowca z lewej.
-
Panorama z grani Szczytu Bobaka na południe, od prawej: Szczyt Kowalewskiego (3903 m n.p.m.), lodowiec Garno, Szczyt Przyjaźni Polsko-Mongolskiej (3987 m n.p.m.), bezimienny szczyt (3786 m n.p.m.), dolina Cagaan gol.
-
Następnym naszym celem jest wejście na bezimienny szczyt który nazwaliśmy Szczytem Bobaka. Za nami morena czołowa lodowca Potanina.
-
Lodowiec Garno, Szczyt Kowalewskiego (3903 m n.p.m.) i Szczyt Przyjaźni Polsko-Mongolskiej (3987 m n.p.m.)
-
Na grani Szczytu Bobaka.
-
Południowo-wschodnia grań Szczytu Bobaka. Pod nią dolina Cagaan gol.
-
Na Szczycie Bobaka (3763 m n.p.m.)
-
Od prawej: Birkut chairchan (4068 m n.p.m.), Śnieżna Cerkiew (4073 m n.p.m.) i Szczyt Kowalewskiego (3903 m n.p.m.), wszystkie zdobyte po raz pierwszy przez polską wyprawę w 1967 roku.
-
Chujten (4374 m n.p.m.), szczyt główny znajduje się po lewej stronie masywu.
-
Śnieżna Cerkiew (4073 m n.p.m.)
-
Widok na bezimienne szczyty wznoszące się w południowo-wschodniej części masywu Tawan Bogd.
-
Wytykany palcami Szczyt Przyjaźni Polsko-Mongolskiej (3987 m n.p.m.)
-
Widok na Pasmo Południowoczujskie w Rosyjskim Ałtaju.(patrz→wyjazd z 2008 roku)
-
Kolejnego dnia część grupy wyszła na lodowiec Garno z zamiarem zdobycia Szczytu Kowalewskiego (3903 m n.p.m.), próba niestety nie powiodła się. Na zdjęciu Szczyt Przyjaźni Polsko-Mongolskiej (3987 m n.p.m.) z górnych partii lodowca Garno.
-
Widok na stronę chińską z górnych partii lodowca Garno.
-
Po ponad tygodniowym pobycie w górach Tawan Bogd postanowiliśmy wracać do Olgii. Tym razem wracaliśmy pieszo paręnaście kilometrów do jurt na granicy parku narodowego. Mozolna i trudna wędrówka, zważywszy że nasze plecaki ważyły po parędziesiąt kilogramów. Widok na zdobyty przez nas szczyt Malczyn (4026 m n.p.m.).
-
Okolice obfitują w niewielkie malownicze jeziorka.
-
Dolina rzeki Ih-Ojgoryn gol.
-
W trakcie poszukiwania transportu okazało się, że nasz znajomy kazachski poganiacz wielbłądów jest także sokolnikiem. Hobby bardzo popularne w ajmaku Bajan Olgijskim, co roku organizowany jest tam Festiwal Orłów – zawody sokolników.
-
Najczęściej hodowane są do tego celu orły przednie (Aquila chrysaetos). Tutaj dwa młode osobniki.
-
Kazachski właściciel wielbłądów i orłów okazał się być właścicielem jedynego w okolicy dużego samochodu, więc przejazd do Olgij odbyliśmy na pace Ziła 130. Samochód był oczywiście odpalany na korbę co przy tej wielkości silnika nie było łatwe dla kierowcy.
-
Jazda na pace nie jest może komfortowa za to widoki są pierwszorzędne.
-
Przejazd ze znającym okolice „miejscowym” ma swoje zalety, mogliśmy obejrzeć ryty naskalne (petroglify) w dolinie rzeki Ih-Ojgoryn gol. Petroglify przedstawiają głównie zwierzęta oraz sceny polowań. Niektóre ryty przedstawiające zwierzęta, które wyginęły na tym obszarze, mogą pochodzić sprzed 14 – 16 tyś lat. Większość jest jednak młodsza, gdyż ryty powstają cały czas, praktycznie do czasów współczesnych. Naskalne galerie w okolicach rzeki Ojgoryn zawierają około 100 tyś rysunków i należą do największych takich skupisk na świecie!
-
Niedaleko petroglifów oglądamy także olbrzymi kurhan, niestety rozkopany.
-
Do Olgii wracamy drogą przez przełęcz Mongol-Golyn daba.
-
Z Olgii chcieliśmy wyjechać nad jeziora Hogon nuur i Hurgan nuur. Uaz którego wynajęliśmy zepsuł się zaraz za miastem, na szukanie następnego nie było już czasu i z wycieczki nici 🙁
-
Mogliśmy za to pooglądać kamienne scytyjskie stele znajdujące się po drugiej stronie rzeki Kobdo.
-
Kolejne dni spędziliśmy na zwiedzaniu okolic Olgij.
-
Okazało się, że ulubioną rozrywką Mongołów (Kazachów) jest bilard.
-
Młodzi chłopcy chociaż nie nie wysokiego wzrostu marzą o NBA.
-
Urocze i urodziwe mongolskie dzieci.
-
„Sklep mięsny”.
-
Olgij z góry, dosłownie i w przenośni.
-
Jak na mongolskie standardy Olgii to duże miasto.
-
Cześć ekipy wybrała się też na wycieczkę do, zachwalanej przez kierowcę, „kopalni złota”, która okazała się zakładem wzbogacania rud wolframu pozyskiwanych ze złóż osadowych. Obejrzeliśmy niewielki całodniowy urobek rudy wolframu składowany na plandece i zostaliśmy ugoszczeni w pobliskiej jurcie.
-
W przeddzień wyjazdu, do hotelu w którym mieszkaliśmy przyjechał trochę podchmielony znajomy kierowca, zapraszając nas do siebie na noc. Po początkowej nieufności impreza jakoś się rozkręciła.
-
Ojciec kierowcy śpiewał pieśni przy akompaniamencie „dombry”, tradycyjnego kazachskiego instrumentu. Syn chciał być lepszy, więc wyciągnął keyboard. jego występy nie zyskały jednak naszego wilkiego uznania.
-
Granicę udało się przejechać całkiem sprawnie, choć nie szybko. W Kosz-Agaczu, po skorzystaniu z telefonu na poczcie okazało się, że kierowca z którym przyjechaliśmy dwa tygodnie wcześniej czeka na nas i po pięciu minutach odebrał nas spod poczty. Bez postojów pojechaliśmy Czujskim Traktem do Bijska.
-
Nocna podróż Czujskim Traktem przysporzyła nam nieco emocji za sprawą przysypiającego kierowcy, którego ochrzciliśmy „Śpiącą Królewną”. Przed Bijskiem zrobiliśmy przerwę na polu konopi siewnej (Cannabis sativa), roślina rośnie tu w dużych ilościach w stanie dzikim oczywiście.
-
Pociągiem dojechaliśmy do Nowosybirska, gdzie udało nam się kupić bilety dla wszystkich do Moskwy na ten sam wieczór. Dworzec w Nowosybirsku robi wrażenie!
-
W Moskwie jeszcze tylko przesiadka na pociąg do Brześcia przez Mińsk (na zdjęciu) i już właściwie jesteśmy w domu.
Disqus Comments